27 maj 2017

Wielka Brytania

BrExit Efekt: Walczą o prawa dla emigrantów, których łamanie to dziś chleb powszedni

 prawa polakow po brexicie newsWybory do brytyjskiego parlamentu odbędą się już za 4 tygodnie. Szefowa rządu Theresa May jest przekonana, że wyniki będą pozytywne dla Torysów i umocni to mandat społeczny dla partii. Zupełnie innego zdania są emigranci, którzy stali się kartą przetargową w toczącej się dyskusji na temat spodziewanego przebiegu negocjacji przy wyjściu Wielkiej Brytanii ze struktur unijnych. Obawiają się, że przyjdzie taki dzień, w którym zostaną wyrzuceni z wysp brytyjskich. Deportacje, interwencje służb socjalnych skutkujące odbieraniem dzieci, a do tego wstrzymanie zasiłków – to wszystko ma miejsce już dziś. Emigranci są pełni obaw o nieznane skutki BrExit'u.

 

Jako jedna z pierwszych do omówienia skutków BrExit'u przed medialny szereg wystąpiła stacja BBC. W telewizyjnym reportażu pokazano Polkę, która postanowiła wyjechać z UK i wrócić do Polski. Nie wspominała nic o założonej na wyspach brytyjskich rodzinie, spłacanym w kredycie domu, własnej firmie czy stałej pracy. Stwierdziła, że polubiła Anglię, poznała wielu wspaniałych przyjaciół, ale na pobyt stały nie będzie się mimo wszystko decydować i wraca.

Kiedy Wielką Brytanię zalała fala ataków ksenofobicznych i rasistowskich do opisania sytuacji po referendum dołączyły media z różnych regionów kraju. W relacjach na temat kolejnych przypadków pobić i napaści werbalnych, podkreślano, że wiele ze zdarzeń spowodowanych jest głosowaniem za opuszczeniem Unii Europejskiej i chęcią pozbycia się emigrantów. Polakom, Litwinom, Rumunom często w wulgarny sposób przypominano kierunek i drogę powrotną do kraju.

W sposób bardziej zawoalowany cały czas w tym samym kierunku działał Home Office, który realizując plan walki z migracją netto deportował z kraju każdego kogo tylko się dało. Deportowano wielu polskich mężczyzn, którzy byli jedynymi żywicielami rodzin. Z kraju usunięto też 32-letnią matkę trójki dzieci. Ona w szlafroku poleciała do Polski, a dzieci zostały z ojcem na wyspach. Winna sytuacji była przeszłość i uwikłanie w sprawę karną sprzed wielu lat.

Z biegiem czasu interwencje służb emigracyjnych i socjalnych jakby ustały. Media donoszące o kolejnych deportacjach i kolejnych dzieciach odebranych emigrantom przestały wracać do tej tematyki. Sygnały o kolejnych interwencjach stały się sporadyczne, co nie oznacza, że Polakom odpuszczono. O prawdziwej skali problemu pełną wiedzę posiadają służby konsularne. Polski MSZ nie chce ujawniać liczb. Strona brytyjska opublikuje dane z co najmniej półrocznym opóźnieniem.

Deportacje i towarzyszące im dramaty są już dziś dla wielu polskich rodzin przeszłością. Wielu rodziców, którzy wpadli w sidła Social Service jeszcze przed zeszłorocznym referendum w sprawie BrExit'u, wciąż walczy o powrót dzieci do domu. Ich zmorą są niekończące się procedury, kolejne tryby odwoławcze, a do tego utrudniony lub całkowicie wstrzymany kontakt z dziećmi. Jednej z matek zakazuje się opuszczać ośrodka, gdzie została zamknięta po urodzeniu dziecka.

Dramatyczne historie, którym uwagę poświęcają media, to od kilkudziesięciu do około stu przypadków rocznie. Ilu rodziców boi się tak bardzo, że nie o swoich problemach nie chce rozmawiać z dziennikarzami? Tego nie wiadomo. Według prawa, o każdej interwencji Social Service powinni wiedzieć konsulowie. O deportacjach tylko wtedy kiedy wyrazi na to wolę osoba objęta czynnościami służb imigracyjnych. Prawdziwa skala dramatu pozostaje nieznana.

W interesie strony brytyjskiej jak i polskiej powinna być troska o interesy obywateli. W przypadku nieznanych do końca skutków BrExit'u – ewentualnych korzyści i strat, dużo mówi się o prawach emigrantów, które powinno się po opuszczeniu unii zachować. Mając na uwadze to jak emigranci są traktowani dziś trudno spodziewać się, by w przyszłości byli traktowani lepiej. Zwłaszcza, że w UK zniesione mają zostać Prawa Człowieka, które planuje się zastąpić Brytyjską Kart Praw.

Adam Andrzejko

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

prawa polakow po brexicie news

JW_DISQUS_ADD_A_COMMENT JW_DISQUS_ADD_A_COMMENT

Odeszła od rodziny, by wstąpić do sekty - twierdzi mąż zaginionej Polki

 renata antczak zaginiona hull newsRenata Antczak od ponad 2 tygodni jest osobą zaginioną. Ostatni raz widziana była przez męża w dniu 25 kwietnia br. Poszukiwania podjęte przez bliskich przyjaciół nagłośnione zostały w tym tygodniu na cały kraj. Mąż 49-letniej Polki przerywa milczenie i wyjawia mediom co kryje się za tajemniczym zniknięciem. Majid Mustafa opowiada o tym jak wyglądało trwające 23 lata małżeństwo. Kobieta miała wielokrotnie poruszać temat rozwodu, planowała wyjazd do Polski, a teraz gdy jej nie ma - „wstąpiła do sekty”.

 

Renata Antczak i Majid Mustafa związek małżeński zawarli przed 23 laty. Z informacji przedstawionych przez męża zaginionej w rozmowie z dziennikarzami The Mail on Sunday wynika, że przed zaginięciem kobieta poruszała temat rozstania. W marcu rozważała zakończenie związku i pod uwagę brała rozwód. Chciała też opuścić wyspy brytyjskie i wrócić do Polski razem z 11-letnią córką Wiktorią. Podobno tam właśnie się udała. Tyle, że mogła wyjechać sama.

Majid Mustafa wyjawił, że jego żona miała w planach znalezienie pracy w Polsce i zapisanie córki do polskiej szkoły. Mężczyzna próbował tłumaczyć żonie, że nie jest to dobry pomysł. Znany w Hull stomatolog zaskoczony decyzją żony wskazywał, iż do rozwodów dochodzi z powodu poważnych problemów. Renata Antczak nie miała powodów, by planować rozstanie. Mimo wszystko jak stwierdzi jej mąż – chciała być samodzielna.

Hipoteza o możliwym wyjeździe do Polski, a nawet sygnał, że zaginiona jest już w ojczyźnie została już wzięta pod uwagę przez brytyjską policję. Dotychczasowe działania służb polegały na rozmowie z rodziną, sprawdzeniu domu w poszukiwaniu wskazówek dotyczących ewentualnego kierunku podróży oraz ogłoszeniu publicznego apelu z prośbą o pomoc w prowadzonych poszukiwaniach. Jak dotąd żadne działania nie pomogły odnaleźć zaginionej Polki.

Według męża zaginionej Polki od kilku miesięcy jej zachowane zaczynało być inne niż zazwyczaj. Przyjmowała leki, które Majid Mustafa opisał mianem „medycyny alternatywnej”. W rozmowie z dziennikarzami The Mail on Sunday stwierdził, że jego żona najprawdopodobniej wstąpiła do sekty, z którą kontakty zaowocowały wyjazdem do Polski. Mężczyzna nie podał nazwy żadnej organizacji, ale jest przekonany, że tak właśnie się stało.  

Adam Andrzejko

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

renata antczak zaginiona hull news

Na zdjęciu: Renata Antczak (l.49) - osoba ze zdjecia zaginęła 25 kwietnia 2017 r. na terenie Hull.

renata antczak zaginiona hull news3

JW_DISQUS_ADD_A_COMMENT JW_DISQUS_ADD_A_COMMENT

Pastwią się nad nią już od 10 miesięcy. Konsulat z Londynu czeka aż popełni samobójstwo?

 malgrzata osadzona w irc newsMałgorzatę z Krakowa w ośrodku dla nielegalnych imigrantów w Yarl's Wood k. Bedford zamknięto w czerwcu ub.r. Prawnik przydzielony do sprawy z urzędu nie był w stanie przejść przez procedury, tak by jak najszybciej ją z stamtąd wypuścić. Prawniczka polecana wśród środowisk polonijnych w UK, podobno ekspertka do spraw emigracyjnych, okazała się być pośredniczką, która po przyjęciu od rodziny 4.000 funtów ani razu nie odwiedziła ośrodka. Zleciła brytyjskiemu prawnikowi napisanie pisma do Home Office. Sprawa nie ruszyła nawet z miejsca.

 

O Małgorzacie z Krakowa, która do ośrodka w Yarl's Wood trafiła po odsiadce 5 tygodni w wiezieniu (za przewiezienie na teren Wielkiej Brytanii połkniętych wcześniej niespełna 2 gramów amfetaminy) pisaliśmy wielokrotnie. Po jednym z artykułów w trybie interwencyjnym opisane miejsce wizytowała przedstawicielka Konsulatu RP w Londynie. Jakiś czas później kolejny ośrodek z opisanych przez Nasze Strony ośrodków wizytował Krzysztof Grzelczyk Konsul Generalny.

Sprawa polskich emigrantów – zarówno mężczyzn jak i kobiet - osadzanych w ośrodkach dla nielegalnych imigrantów, pomimo szeregu kontrowersyjnych okoliczności jest zamiatana pod dywan. Brytyjskie ministerstwo sprawiedliwości oraz Home Office stwierdza, że sprawy imigrantów oraz legalności ich pobytu są rozpatrywane bez zbędnej zwłoki. Na przykładzie Małgorzaty z Krakowa wyraźnie widać, że procedury zawodzą i coś jednak nie działa jak należy.

Kobieta opisana przez nas w kilkunastu artykułach, na wyspy brytyjskie przyjechała w ub. r. w celu podjęciu pracy przy sprzątaniu autobusów. Przed wejściem na pokład samolotu połknęła zawiniątko z amfetaminą. Po przylocie do UK nagle źle się poczuła. Udała się do najbliższego szpitala, gdzie opowiedziała o swojej dolegliwości. Lekarze wezwali policję. Po zneutralizowaniu narkotyku Polkę przewieziono do aresztu. Po procesie karnym Małgorzata trafiła na 5 tygodnie do wiezienia.

Przetrzymana przez 10 dni w wiezieniu, zmuszana była do podpisania dokumentów z decyzją o deportacji. Trzymana była bez leków i jedzenia. Posiliła się dopiero po przybyciu do ośrodka IRC w Yarl's Wood. Choć deklarowała, że podpisze dokumenty ostatecznie odmówiła. Do Polski nie chce wracać ze względów osobistych. We wrześniu podjęto próbę deportacji, którą przerwano. Podczas przejazdu na lotnisko Małgorzata została dotkliwie pobita przez konwojentów z ochrony ośrodka.

Pomimo obietnic złożonych przez Home Office konsulatowi w Londynie, do dziś nie odniesiono się pisemnie do skarg na warunki w jakich Polacy oczekują na zakończenie wniosków o ich deportację. Wiosną tego roku Home Office poinformował jedynie, że zmienia pikantne menu, które nie przypadło do gustu Europejczykom. Tymczasem sprawa Małgorzaty w dalszym ciągu nie została zakończona. Pomoc prawna wynajęta przez bliskich kosztowała 4.000 funtów. Efektów zero.

Datę kolejnej rozprawy apelacyjnej, podczas której omawiana będzie sytuacja Małgorzaty, wyznaczono na 5 czerwca. Czy w końcu zostanie wypuszczona z ośrodka? Tego nie wiadomo. Nie wiadomo też dlaczego procedury trwają już ponad 10 miesięcy? Elizabeth Trust, minister sprawiedliwości zapewniała ostatnio, że tylko niektóre sprawy dotyczące deportacji emigrantów trwają dłużej niż 100 dni. Polka przebywa w ośrodku Yarl's Wood k. Bedford już od ponad 300 dni.

Ośrodek Yalr's Wood jest jednym z kilkunastu podobnych na terenie Wielkiej Brytanii. Trafiają tam imigranci, wobec których uznano, że kontynuują pobyt łamiąc przepisy prawa imigracyjnego i karnego. Pomoc prawna ze strony służb konsularnych nie istnieje w ogóle. Interwencyjne wizyty w ośrodkach kończą się za każdym razem tak samo – bez pozytywnego efektu. Kobiety i mężczyźni, w tym wielu Polaków, trzymani są bezterminowo. Małgorzata z Krakowa już od 10 miesięcy!

11 stycznia 2017 r. na terenie Morton Hall - wizytowanego przez konsula Krzysztofa Grzelczyka - znaleziono ciało nieżyjącego Polaka. Zmarły to 27-letni Łukasz Dębowski. Mężczyzna odebrał sobie życie po tym jak odmówiono mu powrotu do rodziny. W dniu śmierci partnerka samobójcy urodziła syna. Służby konsularne posiadają kontakt telefoniczny z Małgorzatą osadzoną w ośrodku IRC w Yarl's Wood. Jak dotąd strona polska nie ma możliwości prawnych, by jej pomóc.   

Adam Andrzejko

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

malgrzata osadzona w irc news

 

 "Mam załamanie nerwowe, zostałam siłą trzymana, rozebrana przez mężczyznę i dwie kobiety, odebrali mi wszystkie moje rzeczy, fotografowali dokumenty, ja zostałam zamknięta na izolatce, w lekach które dostałam musieli mi coś podłożyć, bo po 7 dniach w izolatce zaczęłam sikać krwią, wymiotować, mam przekrwione oczy, była lekarka, ale odmówili mi pomocy, bo stwierdzili że spożywam narkotyki, gdzie od 7 dni byłam zamknięta bez dostępu do niczego.

Moje telefony maja pluskwę, same się rozłączają, wszystko co mówię, nagle ma oddźwięk w rzeczywistości. Rozmawiałam z ambasadą przez mój prywatny telefon, umówiłam się, że napiszę e-maila, i nagle został mi odebrany dostęp do komputera. Nie mam prawa mieć wizyt, a decyzja menagera który mnie rozbierał, moja poczta będzie sprawdzana.

Zostałam wypuszczona z izolatki na oddział, dostałam nowy, bardzo brudny i zniszczony pokój, nawet nie usiadłam jeszcze na łóżku, kiedy przyszli przeszukiwać pokój i moje rzeczy, mimo że w tym pokoju byłam kilkanaście minut, następnego dnia ponownie zostałam zamknięta, a moje rzeczy były przeszukiwane, wezwali policję żeby mnie straszyć, że w moim pokoju zostały znalezione narkotyki, i jeszcze raz to mnie zamkną w wiezieniu, Ja błagałam policjantów żeby mnie już teraz zabrali.

Od Wielkanocy jestem codziennie zamykana na przesłuchania, zmuszana do przyznawania się do fałszywych oskarżeń, ale te ostatnie 12 dni, nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. Mam nerwicę, wymiotuje, nie mogę spać, wchodzą do mojego pokoju w nocy, myślą że śpię, a ja wszystko słyszę co robią i mówią. Najbardziej na świecie bałam się, że ten menager przyjdzie mnie zgwałcić w tej izolatce, bo to on ciągle mnie pytał kiedy miałam ostatni stosunek, czy mam chłopaka, i insynuował, że sypiałam z jednym z oficerów, więc byłam pewna ze zgwałci mnie po to, żeby powiedzieć, że spałam z kimś.

Nie rozstaję się z żyletką, powiedziałam im, że prędzej sama sobie poderżnę gardło niż pozwolę mu znowu mnie gdzieś zamknąć i przeszukiwać.”

fragment mejla autorstwa Małgorzaty, który udało się jej wysłać do naszej redakcji z ośrodka Yarl's Wood IRC k. Bedford

JW_DISQUS_ADD_A_COMMENT JW_DISQUS_ADD_A_COMMENT

Boston: Nabór do pracy w supermarkecie Mint. O 15 etatów ubiega się 145 osób!

 david lambert mint newsW kolejce na rozmowę kwalifikacyjną podczas naboru do powstającego supermarketu Mint w Bostonie ustawiło się 45 osób. Kolejnych 100 kandydatów CV i list motywacyjny wysłało przez Internet. Do obsadzenia jest 15 miejsc pracy. Oficjalne otwarcie, którego dokona Bernard Rush burmistrz Bostonu, zaplanowano na godzinę 12.00 sobotę 27 maja. Do tego czasu rekruterzy muszą przejrzeć dokumenty wszystkich kandydatów, by wyłonić osoby do roli menadżera, kasjerek oraz asystentów sprzedaży.

 

Bezrobocie na wyspach brytyjskich wynosi 4,7% i jest najniższe od 1975 r. Dla porównania rekord za I kwartał tego roku w Polsce to 8,2%. Tak niskiego wskaźnika w kraju nad Wisłą nie widziano od 26 lat. Dodatkowo, zarówno na wyspach jak i w Polsce okazało się, że brakuje rąk do pracy.

Brytyjscy politycy szykując się do wyborów parlamentarnych obiecują likwidację śmieciówek - „zero working hours”. Polska, choć nie ma nic lepszego do zaoferowania polskim emigrantom, skrupulatnie zliczają powroty kolejnych rodzin. Rząd z Warszawy uznaje to za kolejny sukces.

Tymczasem w Bostonie trwa nabór do marketu Mint. Jak informuje lokalny portal informacyjny Boston standard w kolejce do rozmowy z rekruterami ustawiło się ostatnio aż 45 osób. Do obsadzenia jest 15 miejsc pracy. Łatwo policzyć, że o 1 miejsce osobiście walczyły 3 osoby.

Kolejne 100 aplikacji nadesłano za pośrednictwem Internetu. CV i list motywacyjny to wciąż bardzo popularna forma poszukiwania pracy. Wśród aplikujących znaleźli się zarówno Brytyjczycy, Polacy jak i Litwini. Emigranci to bardzo liczba grupa mieszkańców Lincolnshire.

Placówką w Bostonie jest pierwszą pod szyldem Mint - informuje własciciel supermarketu David Lambert, który zapowiada, że ma zamiar dostarczyć swoim przyszłym klientom dobrą jakość produktów znanych na brytyjskim rynku, które sprzedawane będą za rozsądną cenę. Jeśli klienci polubią sklep, to nie wykluczone, że kolejne placówki otwarte zostaną w kolejnych brytyjskich miastach.  

newsman

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

david lambert mint news

Na zdjęciu: David Lambert przed supermarketem Mint w Bostonie (Fot. Lincsbusiness.co)

JW_DISQUS_ADD_A_COMMENT JW_DISQUS_ADD_A_COMMENT

Atak hakerów sparaliżował pracę NHS w całym kraju. Odwołano zaplanowane operacje!

 uk nhs hacked newsPierwsze informacje o ataku pojawiły się wczoraj po południu. Posłuszeństwa odmówiły komputery działające w sieci obsługującej NHS. System zaatakowany został przez hakerów. Odwołane operacje, zamknięte przychodnie lekarskie oraz zakłócenia w pracy ośrodków zdrowia to efekt blokady dostępu do informacji na skutek działania szkodliwego oprogramowania. Podczas gdy specjaliści pracują nad przywróceniem sprawności systemu premier Theresa May potwierdziła, że w czasie ataku nie pozyskano dostępu do danych pacjentów.

 

Ze wstępnego raportu wynika, że hakerzy zakłócili pracę systemu w 23 organizacjach podległych Brytyjskiej Służbie Zdrowia (NHS) na terenie całego kraju Oprogramowanie wgrane do sieci blokuje dostęp do informacji zapisanych na twardych dyskach komputerów. Próba odczytu konkretnych danych kończy się niepowodzeniem. W efekcie komputery w szpitalach i przychodniach blokują się przez co dostęp do sieci staje się całkowicie niemożliwy.

Tam gdzie nie zaobserwowano opisanych wyżej zmian w poprawnej działalności systemu na polecenie służb badających atak komputery zostały odłączone od sieci. Ma to uchronić dane oraz sprzęt przez zawirusowaniem. Dla pacjentów oznacza to całkowity chaos i utrudniony kontakt z personelem medycznym, który nie ma dostępu do historii chorób zawierających informacje na temat zastosowanych leków oraz przebiegu leczenia,

Okoliczności równoległego ataku bada specjalnie powołany sztab, który pozostaje w stałym kontakcie z premier Theresą May. Jak na razie szefów brytyjskiego rządu potwierdziła, że hakerzy nie pozyskali danych pacjentów i są one bezpieczne. Skutkiem ataku są problemy w zagranicznych placówkach medycznych, z którymi współpracuje NHS. Zdarzeniu z uwagi na skalę obszaru działania złośliwego oprogramowania nadano miano bezprecedensowego.   

newsman

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

uk nhs hacked news

uk nhs hacked news3

uk nhs hacked news4

JW_DISQUS_ADD_A_COMMENT JW_DISQUS_ADD_A_COMMENT

Osoby Zaginione

Stracił pracę, mieszkanie, trafił na ulicę - rodzina poszukuje Karola Oleszczuka z Londynu

Stracił pracę, mieszkanie, trafił na ulicę - rodzina poszukuje Karola Oleszczuka z Londynu

Karol Oleszczuk do Wielkiej Brytanii przyjechał z Siedlec. Od jakiegoś czasu mieszkał i pracował w Londynie. Odkąd pracodawca przestał wypłacać mu...

Zaginął 6 lat temu w Szkocji. Rodzina nie traci nadziei, że Adam się w końcu odnajdzie!

Zaginął 6 lat temu w Szkocji. Rodzina nie traci nadziei, że Adam się w końcu odnajdzie!

22-letni Adam Krzyszpin zaginął w styczniu 2010 roku. Pomimo podjętych wówczas poszukiwań jego losy są do dzisiaj nieznane. Zaniepokojona rodzina nie...

Zakończono poszukiwania 62-letniej turystki z Polski

Zakończono poszukiwania 62-letniej turystki z Polski

Poszukiwania zaginionej Ireny Wawszczak trwały 10 dni. W akcji przeczesania terenu gdzie ostatni raz ją widziano udział wziął policyjny helikopter i pies...